Mecz się zakończył, nasza drużyna wygrała. Było jednak ciężko, bowiem wygrały jedynie dwoma punktami. Podniosłam się z ławki i pogratulowałam dziewczyną dobrej gry, kiedy jednak spojrzałam na trybuny, zauważyłam wuja. Siedział w pierwszym rzędzie. Kiedy również na mnie spojrzał, na jego twarzy wymalowało się zawiedzenie. Pokręcił głową i machnął na mnie ręką. Znowu mi się nie udało... znów nie udało mi się mu pokazać, że nie jestem ofiarą za jaką zawsze mnie uważa, że potrafię coś zrobić. Miałam nadzieję, że nie przyjdzie ale w końcu po miesiąca wiercenia mu dziury w brzuchu, przyszedł - niestety. Widząc jego minę, zrobiło mi się zwyczajnie przykro. Poczułam jak moje oczy zaczynają przybierać czerwony kolor, od zgromadzonych w nich łzach.
- Wszystko gra? - spytał Olivier.
- T-tak... - zająknęłam się i spojrzałam na niego szybko. - Ja, przepraszam... - mruknęłam i nadal kuśtykając ruszyłam sama w stronę szatni.
Przebrałam się szybko w czarne rurki, czarną koszulkę na ramiączkach i czerwoną koszulę. Wzięłam swoją torbę i wyszłam na zewnątrz. Poszłam za stadion, miałam tam też samochód. Położyłam torbę na tylne siedzenie a sama usiadłam za samochodem i nie mogąc tego dłużej powstrzymywać, popłakałam się.